stat4u
RSS
niedziela, 07 lutego 2010
Połamaniec

Nie możemy znaleźć sobie miejsca...

Najgorsza była noc... nie zmrużyłam oka, ściskając Hipcia i wdychając zapach synka... szok ze mnie zszedł i poryczałam się dopiero wtedy gdy przytuliłam się do tej niebieskiej paskudy...właściwie wstałam z decyzją, że po prostu wsiadam w pociąg i jadę do niego...

Tak bardzo rozumiem, co on przeżywa... sama przecież nie tak dawno.... I jeszcze ten uporczywy brak kontaktu ! Czemu zabroniłam mu zabrać komórkę !!!!!!!!

Na szczęście leży z nim niejaki Pan Marcin i pożycza Antkowi telefon, gdy ten poczuje smutek... Była też u niego komendantka obozu, trzymała rękę na pulsie jeśli chodzi o lekarzy, a dziś przekazała opiekę nad Antkiem naszej cioci z Zakopca... Jak dobrze, że mamy tam rodzinę...

Okazało się, że dobrze nastawili i nie trzeba zdejmować gipsu i jeszcze raz skazywać go na dotliwy ból... ufff

Ta noc jeszcze w szpitalu, chcą go poobserwować czy z krążeniem jest wszystko ok... jutro koło południa ciocia zabierze go do siebie do domu...

Jeśli wszystko pójdzie dobrze, ruszamy jutro po południu ... we środę powinnismy już być w domku naszym...

Musimy załatwić tzw. plastikowy gips, wtedy będzie mógł w miarę funkcjonować...

Dopytałam się Młodego jak to się stało... jechał trochę zbyt szybko - ot młodzieńcza brawura - i przy skręcie upadł i przekoziołkował parę razy (jak dobrze, że kask jest obowiązkowy !!!!!!), ale dobiła nas wiadomość, że żaden dorosły się nie zatrzymał ! To jego kolega z klasy i zuchów pobiegł po pomoc !!!!! Antek leżał i wył z bólu ... jak to możliwe, że żaden ze zjeżdzających mu nie pomógł ??? Zanim druh do niego nie przybył, on leżał sam !!!

Aż przeraziłam się, że przecież dalszą opiekę lekarską będą sprawowali nad nim Ci sami rzeźnicy co spartolili moją rękę... muszę koniecznie znaleźć jakąś alternatywę...

Chcę już przy nim być... nie uspokoję się dopóki go nie przytulę... mój synuś słodki...

23:03, madymail
Link Komentarze (1) »
nie udzielamy informacji

Syn jest w szpitalu w zakopcu. Pierwszego dnia obozu zuchowego złamał nogę ... piszczel (uff)... złamanie z przesunięciem (o żesz kurka)....

Info dostaliśmy ok. 23.00... Udało nam się pogadać z Młodym... płacze, jest w szoku... my też...

Nie możemy się uspokoić... jest tam sam, gips po udo.. jutro znów rtg i może będzie trzeba znów składać...

Boli go, płacze...  ponad 400 km... czujemy się bezsilni...

dzwonię do szpitala... NIE UDZIELAMY INFORMACJI przez telefon !!!!  Kurwa !

Czy śpi ? Czy płacze? Czy go boli ?

Jest sam... bez swojego Hipcia ... bez nas ....

nie zmrużę oka... czekając jutro na jakąś normalną godzinę, aby znów zadzwonić...

a ONI nie udzielają informacji telefonicznie !!!!!!!!!!!!!!!!

01:14, madymail
Link Komentarze (6) »
środa, 03 lutego 2010
...

kiedy ten dzień minął ????

01:44, madymail
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 01 lutego 2010
Cisza na pokładzie... do czasu...

I pomyśleć, że mój ślub i wesele były całkowitym spontanem… a teraz po uszy siedzę w branży ślubnej… no nie …. Pewno po tym evencie sama będę mogła założyć firmę doradczą w sprawach przygotowań ślubno-weselnych… na razie skupiam się na regionie krakowskim, ale potem dojdzie Radom, Warszawa, Częstochowa, Łódź… itd. !

Usłyszałam dziś od zaprzyjaźnione człowieka : skąd branża ślubna u mnie ? Cóż … taka profesja… robię to co mój klient ;-)

 

No dobrze, ale ja nie o tym chciałam…. Tematem wspisu mają być dzieci, a właściwie ich brak ! Pół-brak, to … syna wywiało do dziadków… siedzi u nich od soboty, a Młoda pławi się nagle w wygodzie bycia jedynaczką …

Cóż mogę stwierdzić w tej sytuacji ? JEST SPOKÓJ ! Żadnych kłótni, podniesionych głosów, wzajemnych skarg, płaczów, histerii…. Jest BŁOGO !!! Odpoczywam bardziej niż myślałam…

 

Jednak dopiero teraz widzę, jak bardzo moje dzieci nakręcają się w stosunku do siebie gdy przebywają na tej samej przestrzeni…. Nie wątpię, że się kochają, że wkrótce zatęsknią, ale póki co… jest cisza !!!! CISZA !!!!

Od razu przekłada się to na moje samopoczucie, gdy nie muszę być non-stop na baczność, gotowa do rozwiązywania durnowatych kłótni o klocka lego….

Okazuje się, że Młoda nie ma wcale adehade… że jest spokojną, normalną dziewczynką, że potrafi spokojnie rozmawiać, bawić się, kąpać bez jęczenia, kłótni, złośliwości…..

 

Czy właśnie tak by było, gdybyśmy mieli większą przestrzeń dla siebie ? Czy gdyby każde z nich miało swój pokój ?

 

Młoda kocha brata całą sobą i gdy jest w pobliżu, walczy o jego uwagę. Jego absorbują inne sprawy… jak mam wytłumaczyć im, że oboje powinni wyluzować… Ona mogłaby mu dać trochę oddechu, a jemu nie zaszkodziłoby gdyby od czasu do czasu zwrócił na nią swoją uwagę ….

 

Ale czasem dobrze jest odpocząć od siebie…..

Młody jutro wraca do domu...

Muszę z nimi porozmawiać….

23:06, madymail
Link Komentarze (2) »
środa, 27 stycznia 2010
RO - zkochanie

Zapomniałam też napisać, że się zakochałam !!!!

Jego imię zaczyna się na S...

Od tygodnia zajmuje honorowe miejsce w naszej kuchni...

Kroi, mieli, szatkuje, ściera, uciera... multifunkcyjny...

Uwielbiam go... Mój Mąż ze smutkiem twierdzi, że teraz nie jest mi już do niczego potrzebny... bo przecież od wypadku, to on tym wszystkim się zajmował : kroił, mielił, szatkował, ścierał, ucierał... bo ja z moją chromą ręką, to chleba nawet prosto ukroić nie mogę...a teraz ? ciastko na pizzę - 5 min., placki ziemniaczane (które robiłam raz w roku !) - 10 min. , warzywa na surówkę - 3 min. !!!!

Mój RO-bot kuchenny...

Jednak w odróżnieniu od Męża, sam się nie myje ;-) Nie można mieć wszystkiego !

19:09, madymail
Link Komentarze (2) »
piątek, 22 stycznia 2010
O tym jak zgubiłam wtorek...

Jakoś koło środy próbowałam napisać notkę, ale internet mi szalał z tego zimna i chyba aby się doładować, pożerał wszystko co pisałam ;-)

W ogóle ten tydzień miałam jakiś taki trącony... z powodu zlecenia poniedziałkowego... bardzo miłe zleconko tłumaczeniowe, bo z konkretnym zastrzykiem finansowym związanym.... mada to lubi !

A że super express, bo na "wczoraj", to przyłożyłam się... tak bardzo, że gdy zasiadłam przed kompem o 21.00 w poniedziałek, to dzieci i Mąż mnie zaskoczyli w takiej samej pozycji o 8.00 rano we wtorek... ja w ferworze kreatywnego amoku myślowego, nie zorientowałam się, że to już nawet świtało. I o zgrozo ! miałam dopiero obrobionych 24 z 62 stron !!! Poważnie się przestraszyłam, że nie wyrobię się za żadne skarby na 17.00

Powód żółwiowego tempa, spowodowany był nie trudnością tekstu, ale tym, że był on w formacie pdf... i mimo wszelkich starań, podpartych pomocą zdolnych informatyków, nijak akurat tego tekstu nie dało się przeformatować na zwykłego worda. Zatem traciłam cenny czas na kopiuj/wklej/kopiuj/wklej...

Trochę zrezygnowana, uprzedziłam klienta, że mogę mieć obsuwę... przespałam się 3 godziny i o 11.00 znów zasiadłam, aby spolszczyć meandry zagadnień identyfikacji wizualnej wzorów pewnej marki ;-) Przez cały instruktaż przebrnęłam zwycięsko i o 17.03 puściłam już zweryfikowany i dopieszczony tekst !!!

I mimo rozpierającej dumy, że dałam radę, mimo niewątpliwego wzbogacenia wiedzy z dziedziny poligrafii reklamowej i wizerunku marketingowego (oj było parę zagwostek !!!), mimo zapewniania środków na pilne rachunki pukające do drzwi.... praktycznie do czwartku odsypiałam godzin tłumaczenia ciurkiem !!! Nie mówiąc już o detoksie po litrach kawy ;-)

Skutek był taki, że cały tydzień miałam wrażenie, że wtorku 19 stycznia wcale w moim życiu nie było....he, he, he... dziwne uczucie... 

A tu jeszcze była bieżąca robota do zrobienia przecież....

Tydzień trącony, ale w sumie udany. Idziemy do przodu z tym całym koksem... a ja o dziwo, wciąż nie tracę tego dobrego humoru i nastroju, który mnie dopadł w sylwestra...

Jedyny cień... to wiadomość o umorzeniu sprawy przez tę $#%^%$&%$$^&** !!!!! ale.... 1, 2, 3, 4, .... 10.... pomyślę o tym w poniedziałek... teraz przede mną miły, cichy, rodzinny weekend ...

22:58, madymail
Link Komentarze (3) »
niedziela, 17 stycznia 2010
Pucowanie

Ale se znalazłam zajęcie na sobotę ;-) Dzieci wydelegowałam do dziadków i...

8 godzin pucowałam kuchnię...

Wszystko : szafki, to co w szafkach, to co na półkach... 

poprzestawiałam większość...

4 worki śmieci mam do wywalenia...

Ale mam spokój na pół roku ;-)

Muszę tylko sobie zrobić jakiś okład na dłonie z wazeliny na noc ;-)

A.. i jeszcze tekst Młodej z wczoraj :

- Mamo, ja chyba przestałam lubić czekoladę...

I oddała mi swojego liona..... yyyy... czy to powiedziało moje dziecko uzaleznione od słodyczy ?

00:26, madymail
Link Komentarze (1) »
czwartek, 14 stycznia 2010
pomiędzy...

Co decyduje o naszym losie ? Rodzina, historia, okoliczności ? Czy wszystko jest spisane tam gdzieś na górze ? Nie wiem? Chyba wolałabym w to wierzyć....

Zastanawiam się przy różnych okazjach jak by się moje życie potoczyło gdybym urodziła się te 2 - 3 lata póżniej ?

Jestem ostatnim rocznikiem dla którego rosyjski był obowiązkowy, nie miałam innej opcji niż tylko studia magisterskie 5-letnie, o erazmusie ptaszki zaczynały dopiero świerkać...

Wiem, że moje życie zawodowe potoczyłoby się zupełnie inaczej gdybym po trzech latach studiów miała inny wybór...

To samo z moim Mężem... nagle w trakcie jedo szkoły średniej, ktoś na górze podjął decyzję o zmianie profilu jego szkoły... co zupelnie zbulwersowało jego przyszłość...

Nie chodzi o to, że próbujemy znaleźć wytlumacznie... taka nasza karma, jesteśmy jeszcze z pokolenia walczącego, gdy łut szczęście decydował o wszystkim... gdy wybór był ograniczony...

Nie śledzę tego co się dzieje w edukacji... jestem na poziomie szkoły podstawowej... i cieszę się, że akurat nasze dzieci nie są rocznikami eksperymentalnymi, przesjściowymi...

Cieszę się, ze Młoda we wrześniu pójdzie już do zerówki szkolnej (sama tak miałam, będąc owieczką francuskiego systemu edukacji) , bo :

- będzie nam łatwiej odbierać dzieci z tej samej placówki

- Brat będzie czuwał nad siostrą

- koszta szkolne są o 60% niższe

Chcę aby nasze dzieci miały wybór na pewnym etapie.... my nie mieliśmy...

Gdy zerkam na moją sis, na moje kuzynostwo... właśnie o 3 lata młodsze... mam wrażenie, że oni mieli większy wybór...

nie należę, przez mój pobyt we Francji, do żadnego pokolenia... mam trochę z tych, i trochę z tamtych.... nie przeżyłam ani tego, ani tamtego... zabrakło mi parę lat albo w tamtą, albo w tą...

kim jestem ?

czy to ważne ? walczymy oboje z mężem o normalną codzienność, mając jeszcze w sobie ideały pokolenia naszych rodziców, ale pielęgnując już te, które są istotne dla pokolenia wolności i kapitalizmu....

Umiemy się dostosować do trudnych warunków, ale chcemy osiągnąć dobrobyt....co jest naszym atutem ? ELASTYCZNOŚĆ...

Jesteśmy oboje z pokolenia balansującego na granicy tego co było i co jest.... jednym i drugim musimy się tłumaczyć....

Czujemy się czasem w obowiązku tlumaczenia się i jednym i drugiem... przy czym żadna ze stron nas nie rozumie...

Jesteśmy freakami... obarczonymi przeszłością.... ze znamieniem osiągnięcia sukcesu przyszłości... a prawda jest taka, że ani jednego, ani drugiego nie chcemy....

To my byliśmy królikami eksperymentalnymi...to my wydeptaliśmy ścieżki... bardzo potrzebujemy wsparcia... mamy siłę, aby dążyć o celu, ale nie po trupach, mamy wartości, których dziś brak czasem....jesteśmy smiali, odważni, mamy pewne ideały...

będąc pomiędzy... jesteśmy nieokreśleni.....już nie tam, ale jeszcze nie tu....

01:25, madymail
Link Komentarze (4) »
środa, 13 stycznia 2010
Manipulacje różne

Dobra wiadomość jest taka, że wciąż mam dobry humor i jestem pozytywnie do wszystkiego nastawiona.

Zła, to taka, że z tym moim zarządzaniem czasem bywa trochę na bakier ;-) Ale jeszcze nie jest tragicznie. Pogodziłam się tym, iż najlepiej pracuje mi się koncepcyjnie od 22-iej. Nie zmienię tego. Jeśli mam jakieś projekty i prezentacje do zrobienia, muszę być skupiona. W ciągu dnia są non-stop jakieś telefony, które mnie wytrącają z rytmu.

Nie udało mi się jeszcze zapisać do lekarza na wizytę kontrolną, ale mam to jutro w planie dnia !

Problemy mamy z Młodą. Zebrała dziś poważną burę w przedszkolu i nie możemy już tego lekceważyć i składać na karb jej nadpobudliwości. Nie jesteśmy też z tych co, to od razu pobiegną do psychologa. Na razie wzmocnimy trochę dyscyplinę w domu (choć i tak uważam, że jesteśmy surowsi niż dla Syna byliśmy w tym wieku). Sęk w tym, że jest to bystra bestia i wie dokładnie jak ma manipulować ludźmi - z nami się nie udaje i nie nabieramy się na jej śliczne zagrywki (hehehe), wieć próbuje z innymi ludźmi i z dziećmi z przedszkola. Słuszna uwaga jej wychowaczyni jest taka, że z powodu tego, iż dzieciaki nie wychodzą w ciągu dnia na dwór, to wszystkim po trochu "korba" odbija. A Młodej w szczególności - ona wymaga wyżycia się na dworzu !

Ręka boli jak cholera. Postanowiłyśmy z rehabilitantką przycisnąć trochę tę nieszczęsną rotację, która nie chce się odblokować. Wiąże się z tym, iż podczas ćwiczeń, miewać mroczki z bólu. Pani r. mnie wtedy zagaduje - też ma dzieciaki, trochę młodsze od moich, więc tematów nie brakuje. Zresztą przez te 4 miesiące zdążyłyśmy się już trochę poprzyjaźnić ;-)

Takie są wieści z frontu !

00:58, madymail
Link Komentarze (2) »
czwartek, 07 stycznia 2010
Facet z fotografii

Dostałam wczoraj telefon z policji. Mam się stawić na rozpoznanie faceta, który rzucił mną o chodnik...

6 miesięcy od zdarzenia ...

ta sprawa to jakaś farsa !

Bardzo się denerwowałam. Tyle czasu minęło. Wszystko zdążyło sie rozmyć. Pamiętam jak był ubrany, że jest wyższy ode mnie, ma kwadratową twarz, siwe włosy. Rysów dokładnych nie pamiętam.

Poszłam dziś. Na czterech zdjęciach, cztery gęby. Wytypowałam jeden numer. Ale w stu procentach nie jestem pewna. Poza tym jako jedyny spośród innych miał krawat, był ogolony i nie patrzył w obiektyw. Bałam się, że za bardzo mogę się tym sugerować.

A że mimo wszystko, trochę pracowałam w tej branży, no i poradziłam się kilku osób, zdecydowałam się oświadczyć : Sprawcy nie rozpoznaję. Jest podobny jest do mężczyzny ze zdjęcia nr 1.

Cały dzień o tym myślę. Jestem z minuty na minutę przekonana, że jednak się nie pomyliłam. Ale przecież w dokumentach policyjnych nie można napisać, tak jak się naprawdę myśli czyli : "jestem w 80 % pewna, że to on". Teraz to adwokat powinien zadziałać. Zobaczymy ile jest naprawdę wart....

Nawet nie będę komentować faktu, że właśnie się dowiedziałam, że juz trzecia Pani Prokurator zajmuję się moją sprawą !

19:11, madymail
Link Komentarze (2) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 27